MAREK WYSZOMIRSKI
– rocznik 1956. Od lat sympatyk ZPFP, a od 2013 członek naszego okręgu. Chodząca encyklopedia i legenda makrofotografii, kto raz zetknął się tym rodzajem fotografii przyrodniczej, musiał się spotkać z tym nazwiskiem. Czyta dużo książek, głównie historycznych, hoduje na parapecie trochę kwiatków – kiedyś to były kaktusy, później rośliny owadożerne, dzisiaj storczyki. Sprawnie posługuje się nawigacją, którą traktuje jako narzędzie w przemieszczaniu się po polskich drogach. Od 10. lat cieszy się swoim przyjacielem na czterech łapach. To pies – spaniel, z którym chętnie spędza czas w pobliskim lesie lub na działce, wyszukując obiekty do makrofotografii. Jest jednym z moderatorów na forum MP www.makropasja.pl (trzeba założyć tam konto, by móc oglądać i czytać), gdzie pokazuje sporo swoich zdjęć. Zapraszamy na wywiad z Markiem, przybliżający nam jego postać.
/misia/: Można powiedzieć, że jesteś ekspertem w dziedzinie makrofotografii. Lata doświadczeń doprowadziły jakość Twoich zdjęć do najwyższego poziomu, ale często można też usłyszeć opinie, że zatrzymałeś się w rozwoju i nie próbujesz już niczego innego. Jak nam to wyjaśnisz?
/Marek Wyszomirski/: O tym, do jakiego doszedłem poziomu, można by długo dyskutować. Wcale nie jestem przekonany, czy rzeczywiście jest on taki wysoki. W kwestii zatrzymania się w rozwoju - zazwyczaj rozwój stopniowo spowalnia. W początkowym etapie, gdy poziom umiejętności i posiadanego wyposażenia (bo nie da się ukryć, że na jakość zdjęć wpływa i jedno i drugie), jest jeszcze niezbyt wysoki to łatwo jest coś poprawić. W miarę wzrostu poziomu o poprawę jest coraz trudniej. A później przychodzi moment, gdy nieuchronnie odzywa się biologia. Z wiekiem wzrok się psuje, spostrzegawczość maleje, ręce zaczynają się trząść, w końcu sprawność umysłu też siada i nagle okazuje się, że zamiast dalej się rozwijać, człowiek zaczyna się cofać. Mam nadzieję że do tego ostatniego etapu jeszcze mi trochę brakuje [uśmiech], ale nie mnie to oceniać, gdy człowiek ma ocenić sam siebie, często bardzo trudno jest zachować obiektywność.
/m./: Dlaczego wybrałeś akurat makro?
/M.W./: To chyba kontynuacja młodzieńczych zainteresowań biologią, a szczególnie drobnymi zwierzątkami. Gdy byłem małym chłopcem, bardzo mnie fascynowały owady i inne podobne stworzenia. Wtedy jeszcze zdjęć owadom nie mogłem robić – nie miałem do tego odpowiedniego sprzętu. Możliwości takie pojawiły się dopiero po latach, gdy, już jako student, kupiłem sobie pierwszą lustrzankę i zacząłem ją wykorzystywać.
/m./: Nie wszyscy pewnie wiedzą, ja też byłam zaskoczona, że swoje zdjęcia robisz głównie ‘prostymi’ aparatami, niekoniecznie lustrzankami wyposażonymi w szkła z najwyższej półki. Jakiego sprzętu używasz?
/M.W./: Przygodę z makro zaczynałem ponad 30 lat temu od Zenita E, do którego podłączałem pierścienie i mieszki (czasem nawet 3 mieszki naraz). Potem było jeszcze kilka lustrzanek analogowych, ale gwałtowny skok możliwości nastąpił w momencie zakupienia w 2002 roku cyfrowego Nikona Coolpixa 995. Wydaje mi się, że makrofotografia jest tą dziedziną, która zyskała najwięcej na wprowadzeniu technologii cyfrowej. Od tego czasu używałem kilku aparatów – zarówno lustrzanek cyfrowych – tu ze względu na posiadany osprzęt i optykę trzymam się systemu Pentaxa – kolejno *istD, K10D, K20D, K-X a obecnie K-5, jak i aparatów kompaktowych – tu po Coolpixie 995 miałem Pentaxa Optio MX-4, Panasonica FZ-50, Konicę Minoltę A2, Fuji HS-10 a ostatnio Fuji HS-30. Próbuję też trochę eksperymentować z „bezlusterkowcami” – Sony NEX-C3 i ostatnio Olympus E-PL3, ale nie da się ukryć, ze do makrofotografii najchętniej sięgam jednak po kompakt. Przyczyny są dwie – poręczność i dużo większa niż w aparatach z większymi matrycami głębia ostrości. Inną nietypową cechą moich zdjęć jest to, że niemal zawsze powstają one w świetle zastanym, bez użycia statywu. Zdjęcia wykonuję zwykle w środku dnia, gdy światła jest dużo, a moje modele są na tyle aktywne, że zanim zdążyłbym rozstawić statyw prawdopodobnie przemieściłyby się już w inne miejsce. Dlatego nauczyłem się radzić sobie bez statywu. Wykorzystuję wszelkie dostępne podparcia zastane, często też opieram rękę podtrzymującą gałązkę z siedzącym na niej obiektem o wysunięty przed aparat złożony monopod. I jakoś się udaje [uśmiech].
/m./: Zrobiłeś już pewnie setki tysięcy najróżniejszych zdjęć małym stworzeniom. Czy nie myślałeś nigdy o stworzeniu, np. ‘Atlasu owadów polskich’ lub czegoś podobnego?
/M.W./: Nie sądzę, bym kiedykolwiek próbował coś takiego stworzyć. Po pierwsze – zrobienie w miarę reprezentatywnego atlasu to tytaniczna praca, na którą po prostu nie mam czasu. Po drugie – to, że się znam trochę na fotografowaniu owadów nie oznacza, że potrafiłbym im zrobić dobre zdjęcia do atlasu. Brakuje mi do tego wiedzy entomologicznej – często się zdarza, że nie potrafię rozpoznać gatunku, który fotografuję. Poza tym atlasowe zdjęcia owadów powinny prezentować cechy, po których można rozpoznać dany gatunek, które nie zawsze widoczne są na moich zdjęciach. I tak np. dwa piękne chrząszcze, kruszczyca złotawka i kwietnica, różnią się od siebie drobnym fragmentem spodniej części tułowia – na podstawie moich zdjęć nie da się rozpoznać, który to gatunek. Gdy pokazywałem znawcom moje zdjęcia muchówek, usłyszałem, że z entomologicznego punktu widzenia są one kiepskie, bo dla oznaczenia gatunku trzeba dokładnie obejrzeć segmenty tylnej nogi – a te są na moich zdjęciach albo w ogóle niewidoczne, albo poza głębią ostrości. Każdy ocenia zdjęcie wg swoich kryteriów – dla fotografa ostrość musi być na oku, dla entomologa – ważniejsza bywa niekiedy tylna noga [uśmiech].
/m./: Twoje prace często możemy obejrzeć na autorskiej dorocznej wystawie w Galerii Zarzewskiej w Łodzi. Czy są to efekty systematycznej pracy w danym roku, czy starasz się kompletować zdjęcia tematycznie?
/M.W./: Różnie z tym bywa. Czasami są to wystawy pokazujące zdjęcia z danego roku, ostatnio jednak coraz częściej robię wystawy tematyczne. Dysponuję na tyle obszernym materiałem zdjęciowym, że mogę raz lub dwa razy w roku przygotować takie wystawy, aczkolwiek zwykle stworzenie odpowiednio atrakcyjnego zestawu na wystawę tematyczną wymaga wybrania zdjęć z dwóch czy trzech ostatnich lat.
/m./: Dziękujemy za przedstawienie nam swojej osoby i zapraszamy do obejrzenia zdjęć prezentujących makrofotograficzną pasję Marka TUTAJ.
 
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - styczeń 2014
parent menu item not found: "130"