BOGUSŁAW CZARNECKI
– rocznik 1965, od 2013 członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. Znany jest przede wszystkim z klimatycznych zdjęć, przedstawiających świat małej, ożywionej przyrody. Większą część swojego życia spędził w wojsku, jako żołnierz. W domowym zaciszu lubi oddać się ciekawej lekturze, szczególnie ceni sobie twórczość Hansa Helmuta Kirsta. Wielbiciel dobrej muzyki - od klasycznej po alternatywny rock [uśmiech]. To także maniak rozwiązywania krzyżówek, z których najbardziej ekscytują go ‘jolki’ oraz drobne formy szaradziarskie, co stanowi dla niego wspaniałą rozrywkę. Na stronie Bogusława: www.mm.pl/~foto_cebos możemy zobaczyć to, co w fotografii przyrodniczej fascynuje go najbardziej. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, z którego dowiemy się, dlaczego makrofotografia tak bardzo zadomowiła się w jego życiu.
 
 /misia/: Jak to się stało, że trafiłeś do naszego okręgu?
/Bogusław Czarnecki/: O istnieniu ZPFP dowiedziałem się z internetu. Było to w okresie mojego raczkowania z fotografią praktyczną i nie myślałem wtedy o wstępowaniu w szeregi związku. Zainteresowanie przyszło z czasem, poznałem wirtualnie kilka osób, za pośrednictwem grupy dyskusyjnej: http://www.fotografia-przyrodnicza.art.pl/ i FB. Później wybrałem się na spotkanie okręgu łódzkiego, było to podyktowane raczej ciekawością i chęcią zobaczenia, jak to naprawdę wygląda od strony kuchni. Poznani ludzie wywarli na mnie pozytywne wrażenie i sam, po jakimś czasie, zdecydowałem się przystąpić do związku.
 /m./: Pytanie o początki fotografowania musi paść. Jak zaczynałeś swoją przygodę?
/B.C./: Fotografią na poważnie zainteresowałem się około 2008 roku. Na początku była ucieczką od stresu, szarości dnia codziennego i formą aktywnego wypoczynku. Nie jestem w tym zakresie zbyt oryginalny, bo większość tak zaczyna, ale nie stała się też na razie moim sposobem na życie. Niemniej jednak obudziła drzemiącą we mnie inną pasję, a zarazem stała się inspiracją do podpatrywania przyrody. A zaczęło się to, gdy byłem „małym chłopczykiem” [uśmiech], kiedy to za sprawą gospodarza programu „Zwierzyniec”, pana Michała Sumińskiego, mogłem wysłuchiwać jego barwnych opowieści o życiu i zachowaniu leśnych zwierząt, które spotykał w swoich wędrówkach. Pełne lekkości i odrobiny humoru, potrafiły wpływać na wyobraźnię widzów, a w mojej pamięci zapadły na długo i trwają do dziś. Przez wiele lat rozwijanie mojej pasji przyrodniczej było raczej bierne i sprowadzało się do oglądania emitowanych w telewizji filmów i programów przyrodniczo-podróżniczych. Zmieniło się to wraz z zainteresowaniem fotografią przyrodniczą i obecnie staram się łączyć oba te zamiłowania.
 /m./: Dlaczego makro? Co w tej fotografii fascynuje Cię najbardziej?
/B.C./: Pytanie wydaje się banalnie proste, ale odpowiedź jest bardziej skomplikowana. Zaczęło się od oglądania zdjęć roślin i owadów prezentowanych w galeriach internetowych. Różnorodność tego świata zaczęła mnie powili wciągać, coraz więcej czasu poświęcałem na pogłębianie wiedzy o otaczających nas przedstawicielach fauny i flory. Sam starałem się, posiadaną wtedy „idiotkamerą” Olympusa, uchwycić jakiś motyw. Niestety, moja ówczesna wiedza i posiadany sprzęt nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Nie mam pewności, czy moje starania nie poszłyby w kąt, gdyby nie powstały w tym samym czasie w Kutnie Klub Pasjonatów i Miłośników Fotografii „FotoKutno”. Tam też zacząłem stawiać pierwsze kroki i poznawałem tajniki fotografii. Było to motorem zakupu hybrydy Panasonic FZ30 oraz mniej lub bardziej udanych prób, najpierw z odwrotką Heliosa, a później z użyciem konwertera makro Raynox DCR-250. Mała matryca FZ-ta oraz dodatkowe szkiełko (Helios na odwrotce, tudzież Raynox) faktycznie dawały możliwość dużych powiększeń i wtedy to było takie prawdziwe makro, skala 1:1 i większa. Z czasem, kiedy zacząłem nabierać doświadczenia, zaczęły powstawać obrazy gdzieś ze mnie, a nie były próbą kopii stworzonych wcześniej przez innych, zacząłem uciekać od miana makro, a wolałem używać określenia fotografia z bliska. Aby zwiększyć swoje możliwości przesiadłem się na lustrzankę systemu Pentax. Wraz ze zmianą sprzętu moimi obiektami stały się też miejsca moich wypadów. Jednak w dalszym ciągu pierwszoplanowe role grają u mnie owady, rzadziej rośliny, gady, płazy. Będąc tak blisko fotografowanego obiektu, mam możliwość poznania jego szczegółowej budowy. Biorąc np. zwykłą muchę, każdy ją zna, ale nikt jej się nie przygląda… tylko pac i już [uśmiech]. Owady to najstarsza i najliczniejsza gromada zwierząt zamieszkująca ziemię, a my tak naprawdę mało o nich wiemy. Ta różnorodność daje niewyczerpany wachlarz tematów na nietuzinkowe zdjęcia.
 /m./: Twoje zdjęcia nie są klasycznymi ‘atlasami’, bardzo często mają niesamowity klimat, który sprawia, że są inne, a przez to ciekawsze, od klasycznych zdjęć makro. Kiedy, jak i dlaczego zacząłeś w taki sposób fotografować ten świat?
/B.C./: Zmaganie się z odpowiednim światłem, ciekawym kadrem i tłem, na którym główną rolę grał owad, zaczęło mnie wciągać coraz bardziej wraz z każdym wypadem w teren. Choć bywa, że wyruszam z konkretnymi tematami zdjęć, to często, po przybyciu na miejsce, sprzęt zostaje w plecaku, a ja zajmuję pierwsze rzędy w amfiteatrze natury i cieszę swoje oczy spektaklem wyreżyserowanym przez dziką przyrodę. Innym razem, wędrując leśnymi duktami, wsłuchuję się w śpiewy leśnych zwierząt niczym w koncert filharmonii wiedeńskiej. Brzask budzącego się dnia, magia porannej rosy, tajemniczość otulającej mgły, ciepło zachodzącego słońca, bogactwo kolorów natury, znane mi z perspektywy wygodnego fotela i ciepłych kapci, teraz stają mi się coraz bliższe. Powiem więcej, jestem naocznym świadkiem tych zjawisk. To właśnie wielogodzinne obserwacje, przekraczanie niewidocznej granicy i integracja z otaczającym nas środowiskiem mają wpływ na mój sposób patrzenia na świat. Niewątpliwie przekłada się to na wykonywane przeze mnie zdjęcia. Mam też nadzieję, że natura jeszcze nieraz zadziwi mnie swoim obliczem, dając szanse na jeszcze lepsze ujęcia.
 /m./: Co jeszcze lubisz podglądać, podziwiać i fotografować w świecie przyrody? Pomysły na przyszłość?
/B.C./: Swoich obserwacji nie ograniczam tylko do owadów, płazów czy gadów, ale uwielbiam podziwiać podniebne akrobacje skrzydlatych bywalców naszych pól i łąk oraz przemykających miedzy drzewami i zarośniętymi ścieżkami mieszkańców lasu. Tych małych, dużych, pełzających, biegających czy fruwających przedstawicieli dzikiej przyrody, która na każdym kroku otacza nas dokoła. Ale mimo wielu eskapad w teren, jestem chyba po trosze domatorem. Nie oznacza to jednak czasu spędzanego przed telewizorem. Dobrym treningiem dla mnie są spacery z psem, które nie tylko dbają o moją kondycję, ale pozwalają obserwować przyrodę. Może w niedalekiej przyszłości pokuszę się, by spróbować swoich sił w fotografii ptaków i leśnych ssaków. A jeśli już wybiegamy w przyszłość, chciałbym kiedyś zrealizować różne pomysły, które od jakiegoś czasu chodzą mi po głowie, oczywiście te fotograficzne [uśmiech]. Są to niesamowite krajobrazy Islandii i bajeczne fiordy norweskie.
 /m./: W takim razie życzymy spełnienia marzeń i zapraszamy do obejrzenia klimatycznych zdjęć Bogusława TUTAJ.
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - styczeń 2014
parent menu item not found: "130"