RYSZARD SĄSIADEK
– rocznik 1960, członek-założyciel Okręgu Łódzkiego ZPFP, w latach 1996-2007, czyli przez pierwsze cztery kadencje, Prezes naszego okręgu. Aktywny również w ŁTF (Łódzkie Towarzystwo Fotograficzne) i w Stowarzyszeniu na Rzecz Rozwoju Fotografii Humanistycznej Foto Humanum oraz w Sekcji Ornitologicznej przy Uniwersytecie Łódzkim. Miłośnik fotografii przyrodniczej w każdym calu, ale po wieloletnich poszukiwaniach podejmuje próby fotografowania najtrudniejszych i specjalistycznych tematów, dotyczących, np. obserwacji i fotografowania określonego gatunku. Posiada w domu pokaźne archiwum slajdów, które cały czas czeka na skanowanie, uporządkowanie i pokazanie światu. Największym jego marzeniem jest, aby słońce o wschodzie pokazywało się zza chmur (szczególnie jak jest w terenie [uśmiech]), jakiś dłuższy pobyt w zimnym i surowym kraju i wydanie jeszcze kilku albumów. Ryszard to także były strażak, obecnie w spoczynku, ale potencjalnie wolny czas nie zawsze może poświęcić tylko i wyłącznie fotografii przyrodniczej, o czym m.in. opowie nam w dzisiejszym wywiadzie. Strona Ryszarda: http://www.ryszardsasiadek.pl/
 
/misia/: Uczestniczyłeś w zjeździe założycielskim ZPFP w 1995 roku. Czy mógłbyś nam opowiedzieć, jak to wyglądało, ilu ludzi się wtedy spotkało i czy od razu zapadły jakieś decyzje?
/Ryszard Sąsiadek/: Spotkanie założycielskie odbyło się w Warszawie, gdzie była wynajęta sala kinowa, wypełniona po brzegi. Wtedy został wybrany Zarząd Główny ZPFP. Istotną kwestią była propozycja podzielenia i powołania okręgów obejmujących terytorialnie cały kraj. Miło było spotkać się i poznać wiele osób, które dotychczas znałem tylko z prasy, albumów i konkursów. Zdobyte tam kontakty procentują do dnia dzisiejszego - dobrze mieć znajomych rozrzuconych po całej Polsce.
 /m./: Przez wiele lat pełniłeś funkcję Prezesa naszego okręgu. Jak to było na początku, skąd przychodzili nowi członkowie, jak nasz okręg rozwijał się przez te lata? To były jeszcze czasy fotografii analogowej, nie mogliście od razu oglądać efektów swojej pracy.
/R.S./: Łódzka grupa założycielska liczyła kilku członków, ale dość szybko byliśmy mobilną, kilkunastoosobową grupą. Każdy z nas znał osoby, które parają się fotografią przyrodniczą w regionie łódzkim, a te osoby znały kolejne i tak to się zaczęło. Spotykaliśmy się raz w miesiącu z przerwą wakacyjną. Na każde spotkanie każdy z nas przynosił zdjęcia, takie prawdziwe, na papierze, choć już niebawem większość zaczęła fotografować na slajdach, więc mieliśmy co oglądać. Dyskusje bywały burzliwe. Bardzo często w tzw. podgrupach wspólnie wyjeżdżaliśmy w teren na zdjęcia. Obowiązkowe było też organizowanie dwóch plenerów rocznie dla wszystkich członków okręgu, a frekwencja była bliska 100 procent. Chcąc poszerzać naszą wiedzę, zapraszaliśmy również członków z zaprzyjaźnionego ŁTF-u i ZPAF-u. Co do fotografii analogowej, to powiem, że miała mnóstwo zalet. Każda klatka filmu była na wagę złota, każdy, zanim nacisnął spust migawki, długo myślał nad kadrem i światłem, a koszty materiałów były wysokie. Teraz, w dobie aparatów cyfrowych, wygląda to zupełnie inaczej, ale widzę też wiele zalet. Dla mnie to przede wszystkim ograniczenie kosztów uprawiania tej dziedziny fotografii, zwłaszcza podczas zdjęć seryjnych i możliwość natychmiastowego obejrzenia swojej twórczości i dokonania natychmiastowej korekty. Pierwszą wystawę okręgową prezentowaliśmy w holu głównym Wydziału Biologii Uniwersytetu Łódzkiego - otwarcie wystawy zaszczycił prezes Leszek Sawicki. Od tej chwili byliśmy już dostrzegani w środowisku łódzkiej fotografii.
 /m./: Ostatnio fascynuje Cię również fotografia podróżnicza i w ogóle podróże. Gdzie ostatnio bywałeś i jakie zdjęcia stamtąd przywiozłeś?
/R.S./: Podróże dalsze i bliższe... Z dalszych, w czerwcu (przyp.red. 2013) byłem w zachodniej Norwegii. Pogoda nie rozpieszczała, ale oko nacieszyłem, kasę wydałem i sporo zdjęć przywiozłem - teraz trzeba usiąść, materiał ogarnąć i coś pokazać. Najbardziej jednak kocham polską przyrodę. Jak można choć raz w roku nie być nad Biebrzą, w Bieszczadach czy nad morzem? Lubię podróżować i to czynię. Podczas każdego wyjazdu odkrywam nowe, niesamowite miejsca, poznaję wspaniałych ludzi i niejednokrotnie spotykam koleżanki i kolegów z ZPFP.
 /m./: I nie mogę nie spytać o ornitologię, która jest również ważna w Twoim życiu. Byłeś jednym z pierwszych, którzy zainteresowali się zbiornikiem na Jeziorsku jako bardzo dobrym miejscem do obserwacji i fotografowania ptaków. Obozy ornitologiczne nad tym zbiornikiem to był chyba Twój pomysł, a na pewno byłeś tym, który pierwszy je tam organizował. Jak wspominasz te czasy?
/R.S./: Jeziorsko moje ukochane... Prawdą jest, że uczestniczę w badaniach ornitologicznych na zbiorniku od 25 lat. Grupka tzw. zapaleńców postanowiła zorganizować tam obóz celem łapania i obrączkowania ptaków wodno-błotnych, ja byłem w tej ekipie i trwam w niej do chwili obecnej. Miałem możliwość obserwowania, jak Jeziorsko zmienia swoje oblicze. Poznałem wiele jego tajemnic, choć myślę, że jeszcze wiele przede mną ukrywa. Kanały się zamulają i wierzba rośnie na potęgę. Lubię jeziorskowe błoto, ono wciąga...
 /m./: Czym dla Ciebie jest fotografia przyrodnicza? Teraz, jak już nie musisz tak regularnie pracować i teoretycznie masz więcej czasu, to w jaki sposób spędzasz go w terenie?
/R.S./: Z perspektywy lat mogę powiedzieć, że to chyba moje drugie życie. Co do wolnego czasu, to go nie mam, obowiązki i praca są i będą. Ale w każdym tygodniu rezerwuję dwa dni, to dla mnie tzw. dni zdjęciowe, już od ponad roku, mimo zmiennej i kapryśnej pogody, to się udaje. Trzeba być twardym a zła aura to wynagrodzi. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować mojemu koledze Krzysztofowi Kijanowskiemu za wsparcie i dzielenie się terenowymi trudami.
 /m./: Dziękujemy za wszystkie wspomnienia i odkrycie przed nami kilku faktów z historii polskiej fotografii przyrodniczej. Zapraszamy do obejrzenia galerii Ryszarda TUTAJ.
 Autorka wywiadu - Renata misia Stadnik 
Korekta - Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - grudzień 2013
parent menu item not found: "130"