MICHAŁ LUDWICZAK - rocznik 1976, od 2005 członek Okręgu Łódzkiego ZPFP, a od 2006 Wiceprezes, potem Prezes naszego okręgu. Miłośnik kwiatków i robaczków w artystycznym sosie, ale ostatnio także ‘ptasiarz’. Poranne wstawanie przed pracą nie jest dla niego żadnym wyzwaniem, więc bardzo często możemy oglądać jego ‘świeże’ fotografie zaraz w dniu powstania. Pomimo iż Ziemia Łódzka nie obfituje w piękne krajobrazy ani miejsca godne uwagi foto-przyrodnika, ma on swoje miejsca, gdzie zawsze wyciśnie coś pięknego. Michał to nie tylko te zdjęcia, to jeszcze gitara i śpiew, a także awersja do owsianki, ale np. dałby się pokroić za golonkę z dobrym napojem. Przedstawiamy wywiad zdradzający jego sposób na życie, podejście do przyrody oraz to, co dla niego liczy się najbardziej. Ilustracją wywiadu niech będą jego zdjęcia.
 
/misia/: Jesteś pierwszy na tapecie. Co chciałbyś przekazać tym co Cię nie znają, a zaczynają stawiać wstępne kroki na swojej foto-przyrodniczej drodze? Od czego zacząć, na co zwrócić uwagę, jak odnaleźć swój typ fotografii?
/Michał Ludwiczak/: Hmmmm, trudne pytanie. Mnie odnajdowanie własnej drogi zajęło trochę czasu i nie wiem, czy da się określić jakąś regułę w tej sytuacji. Myślę, że każdy, zaczynający przygodę z fotografią przyrody, przede wszystkim kocha przebywać w naturze, w jakiś ulubionych miejscach i od tych miejsc dobrze jest zacząć. To jest chyba najważniejszy warunek, ja w każdym razie zdałem sobie sprawę z tego, że często nieważne są efekty, bo te są raz lepsze raz gorsze, ale właśnie samo przebywanie w terenie, w zamglonym lesie, czy pośród wysokich traw, nad rzeką, na bagnach – wszędzie tam, gdzie nie ma cywilizacji i panują naturalne, pierwotne odgłosy. Poza tym dzisiejsza dostępność sprzętu do fotografii oraz możliwość oglądania tego, co pokazują bardziej doświadczeni foto-przyrodnicy w internecie powoduje, że każdy chyba ma wyrobiony pogląd na to, czego oglądanie sprawia mu największą przyjemność i jakimi tematami chciałby się zająć.
 /m./: Jak się to stało, kiedy odkryłeś, że fotografia przyrodnicza jest Twoją pasją?
/M.L./: Swoją przygodę z fotografią zacząłem w 1997 roku właśnie od przyrody, kiedy to podczas wycieczki tatrzańskimi szlakami z przyjaciółmi robiłem pierwsze zdjęcia krajobrazowe aparatem pożyczonym od ojca. Ale potem szukałem w bardzo różnych dziedzinach, jednak zawsze podświadomie przyroda była tym, co chcę fotografować i wraz ze wstąpieniem do ZPFP w 2005 roku mogłem powiedzieć, że byłem zdecydowany poświęcić się tej pięknej dziedzinie fotografii.
 /m/: Znamy Twój zapał i zaangażowanie. Wiemy ile poświęcenia kosztuje, czasami codzienne poranne wstawanie. Jak to robisz, że masz 'stałą' motywację, bez względu na efekty?
/M.L./: Nie przesadzajmy, że mam stałą motywację [uśmiech]. Też lubię spać i nie zawsze jest tak, że chce mi się ruszyć w teren po niedospanej nocy. Ale zwykle tak jest wtedy, gdy nie mam pomysłu na konkretne zdjęcia, a tylko chciałbym gdzieś "się ruszyć". Jeśli jest już właściwy czas na jakiś temat i prognoza pogody pozwala myśleć o fajnych efektach, to nie mam problemu ze wstawaniem. I zwykle jakieś efekty są, czasem lepsze, czasem gorsze, ale jak już wspomniałem - możliwość oddychania świeżym powietrzem poranka, zobaczenia kuli słonecznej wznoszącej się nad horyzontem, słuchania odgłosów budzącej się natury, to są dla mnie najważniejsze motywatory. Zawsze mam wrażenie, że jestem uczestnikiem szczególnego spektaklu, podczas gdy inni w tym czasie śpią.
 /m/: Czy w najgorszych scenariuszach, które może napisać życie, przewidujesz zmianę pasji, a jak już, to na jaką?
/M.L./: Hmmmm, fotografia od dawna jest dla mnie czymś najważniejszym, czymś, co motywuje mnie do dalszego rozwoju, co sprawiło, że poznałem wiele ciekawych osób, stała się moim sposobem na życie i przeniknęła je tak mocno, że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Chyba nie wyobrażam sobie siebie bez fotografii, bez możliwości pokazywania świata tak, jak go widzę.
 /m/: Czy mógłbyś nam zdradzić, gdzie znajdujesz w pobliżu Łodzi tak atrakcyjne, jak na nasz region, tereny?
/M.L./: To w zasadzie żadna tajemnica. Faktycznie, okolice Łodzi nie są przyjazne dla fotografa przyrody, bo w miejsca atrakcyjne trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów, ale warto. Moje ulubione miejsca to dolina Bzury i rzeka Grabia, tam jeżdżę najczęściej. Każdy jednak jest w stanie znaleźć jakąś pobliską łąkę nad rzeką i o świcie doświadczyć piękna przyrody.
 /m/: Jak Twoja pasja wpływa na życie osobiste i pracę? Czy można pogodzić wszystkie te rzeczy?
/M.L./: Myślę, że można, wszystko jest kwestią właściwych proporcji. Moje wyjazdy na 'świtową' fotografię były podyktowane nie tylko świadomością, że o poranku jest najlepsze światło, ale także tym, że wyjazd o takiej porze z niczym nie koliduje. Problem powstaje, gdy chcemy fotografować o innych porach dnia, szczególnie jeśli mamy kilku kolegów, z których każdy chciałby nam zaproponować jakieś ciekawe miejsce. Nie da się być wszędzie i zawsze. Fotografia przyrody to często bardzo czasochłonne zajęcie i trzeba po prostu się zdecydować na jakieś konkretne tematy. Nie da się być wszechstronnym [uśmiech].
 /m./: Dziękujemy za wszystkie wyczerpujące odpowiedzi i życzymy powodzenia w realizacji swoich marzeń. Zapraszamy do galerii Michała TUTAJ.
 Autorka wywiadu - Renata misia Stadnik 
Korekta - Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - październik 2013
parent menu item not found: "130"