MACIEJ CICHOSZ – rocznik 1980, od 2012 członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. Miłośnik gór we wszystkich postaciach. Przyjemność sprawia mu zarówno chodzenie po nich o każdej porze roku, jak i narty. Zauroczony tymi mniejszymi, jak nasz Beskid Niski, ale także tymi dalszymi, wyższymi i bardziej majestatycznymi jak Alpy i Pireneje. W wolnych chwilach oddaje się lekturze książek (głównie fantastyka, ulubieni autorzy: O.S.Card, J.R.R.Tolkien, A.Sapkowski) lub grze w strategiczne gry planszowe. W planach ma jeszcze powrót do nurkowania i poznanie tajników fotografii podwodnej. Zapraszamy do lektury wywiadu, który przybliży nam postać dzisiejszego gościa, pasjonata gór i podróżnika.
 
/misia/: Dlaczego właśnie góry upodobałeś sobie najbardziej? Skąd to zainteresowanie i kiedy się pojawiło?
/Maciej Cichosz/: Góry zacząłem poznawać w liceum. Wcześniej byłem zbyt leniwy i wolałem bardziej płaski teren. Wstąpiłem do drużyny harcerskiej, której członkowie byli zapalonymi turystami górskimi. No i tak się zaczęło. Najpierw Sudety, później Beskidy, które urzekły mnie swoją historią, klimatem i odludnością. Czasami sam się zastanawiam, dlaczego połknąłem tego bakcyla i wciąż chyba nie znalazłem w sobie jednoznacznej odpowiedzi. Najprościej pewnie powiedzieć, że po prostu są piękne. Świat z góry wygląda inaczej i prościej. To pewnie są banały, ale dla mnie w górach naprawdę czas staje w miejscu. Jestem tylko ja i to, co w zasięgu wzroku. Dodatkowo na pewno w grę wchodzi również chęć sprawdzenia się w trudnych, niecodziennych warunkach.
/m./: Góry to świetny temat dla zdjęć przyrodniczych. Co było najpierw: góry czy fotografia [uśmiech]?
/M.C./: Pierwsza była fotografia. Jeszcze w podstawówce „bawiłem się” Zenitem mojego taty i próbowałem fotografować. Na poważniej zacząłem fotografować w liceum, kiedy zabrałem się za dokumentowanie wyjazdów mojej drużyny harcerskiej. Wtedy fotografia pejzażowa pojawiała się trochę przypadkiem, jako uzupełnienie innych zdjęć. Myślę, że dopiero od kilku lat zacząłem bardziej świadomie fotografować góry, chociaż cały czas są to raczej zdjęcia trochę przy okazji. Rzadko zdarza mi się, niestety, iść w góry na zaplanowany plener, z konkretnym obiektem do sfotografowania, o określonej porze dnia. Najczęściej celem jest jakieś wyzwanie górskie, a zdjęcia są robione niejako po drodze.
/m./: Dużo podróżujesz, przynajmniej więcej niż przeciętny obywatel Polski. Jakie rejony świata pociągają Cię najbardziej? Jakie miejsca udało się do tej pory odwiedzić?
/M.C./: Podróżuję tyle, na ile pozwalają mi fundusze, rodzina i dostępny urlop [uśmiech]. Bardzo często ruszamy na szlak wspólnie z żoną, a teraz powoli wciągamy w to naszą córkę. Tymczasem pokazujemy jej Polskę [uśmiech]. Wspólnie z żoną udało nam się do tej pory odwiedzić kilka państw w Europie Zachodniej i Afrykę Wschodnią. Wolimy urlopy z dala od miasta i technologii. Kiedy zaczynamy coś planować, szukamy przede wszystkim regionów górskich lub ciekawych historycznie. Gdzie mnie ciągnie? Bardzo chciałbym porządnie schodzić Tatry, zarówno nasze jak i Słowackie, tylko regularnie odstrasza mnie zagęszczenie turystów. Mam nadzieję odwiedzić jeszcze wiele regionów Alp, a z naprawdę dalekich podróży chciałbym kiedyś obejrzeć cuda natury na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, postawić chociaż kilka kroków w Andach i zobaczyć na własne oczy Wielką Rafę Koralową. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.
/m./: A co z tą fotografią podwodną? Sam już chyba nieraz nurkowałeś, ale czy z aparatem fotograficznym? Czy próbowałeś robić zdjęcia pod wodą?
/M.C./: Nie jestem zbyt doświadczonym nurkiem. Wciąż jeszcze muszę się dużo nauczyć w kwestii techniki nurkowania, bez której nie ma mowy o dobrych zdjęciach podwodnych. Kiedy pierwszy raz zanurzyłem się pod wodę, odkryłem zupełnie nowy świat, za którym tęsknię prawie tak, jak za górami. W tym świecie czeka nas cała gama nowych doznań, zaczynając od innego zachowania światła, możliwości swobodnego poruszania się w trzech wymiarach, poprzez konieczność zderzenia się z własnymi myślami. Nurkując rekreacyjnie, nie używa się sprzętu do komunikacji dźwiękowej, używa się symboli migowych, więc jest sporo czasu na myślenie o tym, co się widzi. Z punktu widzenia fotografii to nowe wyzwania: kolor i brak światła oraz nowe możliwości, np. zdjęcie „z lotu ptaka” przestaje być problemem. A wracając do pytania, to tak, miałem okazję spróbowania fotografowania pod wodą. Niestety, rezultaty nie są wystarczające, żeby się nimi chwalić [uśmiech]. Mogę tylko zdradzić, że kiedy byłem w Irlandii, udało mi się spędzić jeden dzień na nurkowaniu w zatoce zamieszkanej przez foki. Muszę przyznać, że było to najciekawsze nurkowanie i przeżycie związane z dzikimi zwierzętami w moim życiu. Foki z reguły nas ignorowały, ale były też takie, które podpływały do nas z zaciekawieniem i obserwowały, zachowując bezpieczny dystans.
/m./: Czy w przyszłości myślisz jeszcze o rozwoju innych swoich pasji? Trochę ich masz [uśmiech], ale... Jakie marzenia chciałbyś kiedyś spełnić?
/M.C./: Nie, nie. Teraz chciałbym się skoncentrować na rozwijaniu trzech zainteresowań, które odegrały w moim życiu najważniejszą rolę: góry, fotografia i nurkowanie. Chociaż jestem otwarty i jeżeli przytrafi się okazja do spróbowania czegoś nowego, to na pewno nie odmówię [uśmiech]. Co do marzeń, to chciałbym wrócić w Pireneje i przejść ciągiem główny szlak, który prowadzi przez nie - od Morza Śródziemnego do Zatoki Biskajskiej (ok. 450 km). Może w 2015 roku?
 /m./: Dziękujemy za przedstawienie nam swojej osoby, a wszystkich zapraszamy do obejrzenia zdjęć Maćka TUTAJ.
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - styczeń 2014
parent menu item not found: "130"