PIOTR KUCZYŃSKI
– rocznik 1965, od 2006 członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. Zainteresowany głównie fotografią przyrodniczą z podchodu, ale w jego portfolio nie brakuje zdjęć makro czy krajobrazu. Uważa, że najfajniejsze w robieniu zdjęć przyrodniczych jest chodzenie po lasach i polach, a zrobienie dobrego zdjęcia jest dodatkową nagrodą, a jeśli to zdjęcie komuś się spodoba, to już jest naprawdę dobrze. W dawnych czasach dużo czasu poświęcał na sport. Przez kilka lat trenował siatkówkę, później było trochę szermierki, wspinaczki, skakał również ze spadochronem. Nawet w wojsku fotografował i miał ciemnię w jednostce. Później nastąpiła długa przerwa w robieniu zdjęć, przyszły dzieci i praca, ale po latach pasja wróciła. Zapraszamy na spotkanie z Piotrkiem, który przybliży nam swoją postać.
 
/misia/: Jak to się stało, że trafiłeś do naszego okręgu? Jak rozwijało się Twoje zamiłowanie do przyrody?
/Piotr Kuczyński/: Tak chyba w 2005 roku w czasopiśmie FOTO był artykuł o ZPFP. Na targach Foto Video w Łodzi były zorganizowane przez nasz okręg pokazy zdjęć. Po prelekcji spotkałem Rysia Sąsiadka i tak trafiłem na comiesięczne spotkania okręgowe. Po mniej więcej roku zostałem przyjęty. Fotografią zajmowałem się od kiedy skończyłem 12 albo 13 lat. Wtedy dostałem pierwszy aparat DRUH i próbowałem zrobić poprawne zdjęcia. Następnie był radziecki FED 4, koreks i powiększalnik oraz książka, chyba autorstwa pana Pękosławskiego, z której nauczyłem się podstaw fotografowania, wywoływania filmów i powiększania. Na szczęście w tamtych czasach materiały były tanie, więc mogłem dużo eksperymentować. Fotografowałem praktycznie wszystko, ale ze zdjęcia bażanta, znalezionego wśród rosnących ziemniaków byłem szczególnie dumny. W 2000 roku, po przerwie, wróciłem do fotografii. Kupiłem analogowego Nikona F70 i obiektyw Sigma 400 mm. Generalnie na fotografię przyrodniczą poświęcam niestety tylko trzy do czterech tygodni w roku - urlop i święta wielkanocne, i to też niecałe, oraz dodatkowo kilka godzin o poranku, jak mam siłę wstać.
 /m./: Jak sam mówisz lubisz wędrować po lesie i polach w poszukiwaniu, odkrywaniu i fotografowaniu przyrody. Jak wyglądają takie spacery i czy miewasz przy tym jakieś niebezpieczne przygody?
/P.K./: Moja żona Kasia śmieje się ze mnie, że przez cały rok ciężko jest mi rano wstawać o 5:30, a kiedy mam urlop to wstaję o czwartej i nie narzekam. Przez wiele lat chodziłem po znanych mi lasach na Kaszubach. Sprawdzałem czy sarny i lisy nadal przebywają w tych samych miejscach. Oglądałem, jak zmieniają się lasy, jeziora i łąki. Niestety od kilku lat te rejony stały się modne wśród turystów, więc przeniosłem się na Pomorze Zachodnie. Teraz poznaję tamtejsze ścieżki. Idę na spacer z dwoma aparatami. Przy jednym mam podpięty obiektyw 170-500 mm, a przy drugim 100 makro. W torbie jeszcze 50 makro i mój ulubiony obiektyw spacerowy 18-250 mm. I tak sobie idę i idę, a czasem coś sfotografuję. Najfajniejsze jest podchodzenie saren. Czasami stoję od nich o kilka do kilkunastu metrów, a one spokojnie zajadają listki lub kładą się na drzemkę. I jest mi przykro, jak już nie mogę ustać w miejscu, bo z natury jestem niecierpliwy, i odchodzę. Widzę to ich zdziwienie, nawet nie strach, tylko zdziwienie. A niebezpieczną przygodę przeżyliśmy z Kasią kilka lat temu w lesie nieopodal Gorzowa, kiedy to zza ogrodzenia nieczynnego ośrodka wypoczynkowego wybiegło do nas stado dużych psów. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale uraz został. Dlatego teraz na spacery chodzę uzbrojony [uśmiech].
 /m./: Jesteś też członkiem Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego oraz Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Fotografii Humanistycznej Foto Humanum (przyp.red. w 2015 wystapił z FH). Jak godzisz te wszystkie zainteresowania fotograficzne?
/P.K./: ŁTF od dziecka był dla mnie świątynią fotografii, dlatego jestem bardzo dumny z tego, że zostałem przyjęty w poczet tak zacnego grona. Kilka lat temu podczas plenerów w Teatrze Muzycznym miałem pierwszy raz możliwość fotografowania profesjonalnych modelek i wiesz, co było fajne – one nie uciekają, a wręcz przeciwnie [uśmiech]. Jest to zupełnie inne wyzwanie. Pokazanie na zdjęciu uczucia, które przekazuje aktor. Zdjęcia, na których widok ktoś się zamyślił albo zaśmiał lub po prostu uznał, że trzeba tę sztukę obejrzeć. To jest coś zupełnie innego niż fotografia przyrodnicza, ale bystre oko i szybki palec też są niezbędne.
 /m./: Praca zajmuje Ci dużo czasu, więc jak każdy poszukujesz sposobów na odreagowanie i odpoczynek od niej. W jaki sposób?
/P.K./: Oprócz fotografii przyrodniczej dużo podróżuję z Kasią, głównie po Polsce. Jest u nas jeszcze tyle miejsc, których nie widzieliśmy. Ale lubimy też wracać do tych, które znamy. To Szczecin - kawiarnia w zamku, Bytów, Czaplinek - piekarnia z ciepłymi bułkami, Ciechocinek - cukiernia, molo w Sopocie, pierogi w Toruniu. Oczywiście są jeszcze książki i kino. Uczestniczenie w wernisażach daje możliwość, choć na kilka chwil oderwania się od prozy dnia codziennego. Spotkania w gronie znajomych i wymiana zdań na temat oglądanych zdjęć, to naprawdę duża odskocznia. (przyp.red. Od 2015 Piotrek mieszka w Niemczech).
 /m./: W dorosłym życiu zapragnąłeś jeszcze poszerzyć swoją wiedzę i zacząłeś studiować. Co Cię do tego skłoniło?
/P.K./: Często oglądając zdjęcia, które wygrywały jakiś konkurs (niekoniecznie przyrodniczy), zastanawiałem się, dlaczego akurat te, a nie inne zostały wyróżnione. W związku z tym kilka lat temu zapisałem się i nawet skończyłem, kulturoznawstwo. Jednak i tak często nie wiem, jakimi drogami chadzają myśli jury. Jak patrzę na niektóre zdjęcia i czytam dorobioną do nich teorię, to robi mi się słabo. Dobre zdjęcie powinno obronić się samo, a teraz jest wielu fotografów uważanych lub uważających się za artystów, którzy pokazują byle co, byle dziwniej i mniej zrozumiale. I wiesz, jak już nikt nie wie, o co chodzi, to musi być dzieło. Na szczęście nadal jest wielu prawdziwych artystów, dzięki którym bywanie w galeriach bywa przyjemnością. Studiowanie pozwoliło mi lub czasem zmusiło do poszerzenia wiedzy o sztuce i to teraz procentuje podczas wizyt w galeriach lub muzeach. Człowiek wie, na co patrzy i potrafi to ocenić.
 /m./: Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi i zapraszamy do obejrzenia zdjęć Piotrka TUTAJ.
 Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja: luty 2014
parent menu item not found: "130"