ANDRZEJ MIŚKIEWICZ – rocznik 1955, od 2009 członek naszego okręgu. Aktywny kibic Skry Bełchatów, a kiedyś sam rekreacyjnie grywał w siatkówkę. Obecnie mieszka w drewnianym domku pod lasem, w niewielkiej odległości od głównej drogi, czego zazdroszczą mu ‘miastowi’ znajomi. Kiedyś sporo rysował i interesował się malarstwem. Namalował nawet kilka obrazów olejnych, ale jak sam mówi, zabrakło talentu, więc zajął się fotografowaniem - od streetu po przyrodę. To także człowiek, który ceni dobrą muzykę, bez względu na gatunek, często słucha radia, kiedyś grywał na gitarze basowej w pewnej kapeli, ale to już historia. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Ondraszem, z którego dowiemy się jak rozwija się jego pasja, poznamy sposoby fotografowania i powspominamy początki jego zainteresowania fotografią.

/misia/: Spytam o przeszłość. Jak zacząłeś fotografować, jak przebiegał Twój rozwój i co spowodowało, że zainteresowałeś się naszym okręgiem?
/Andrzej Miśkiewicz/: Zaczynałem dawno, dawno temu. Najpierw był to aparat Kijew, potem kultowy Zenit. Wtedy chyba było mi bliżej do tego, co dziś nazywa się Street Foto. Wdzięcznym obiektem okazała się moja córka, robiłem też zwykłe pamiątkowe zdjęcia. Potem nastały trudne czasy dla fotografujących, brak jakichkolwiek materiałów. I tak nastąpiła długoletnia przerwa. Brak czasu, pieniędzy na dobry sprzęt. Przyznam szczerze, że nie lubiłem siedzenia w ciemni, jestem niecierpliwy i dlatego fotografia cyfrowa była dla mnie wybawieniem. Nadeszły lepsze czasy, stać mnie było na jako taki sprzęt, ale to ciągle nie to, co by mnie zadowalało. Teraz mam Canona 400/5,6 - to świetny obiektyw (ostry jak brzytwa), ale zbyt ciemny. Ceny lepszych obiektywów są niestety poza moim zasięgiem, a nawet jakbym się sprężył, to już chyba za późno, nie ten wiek, żeby się wałęsać po bagnach czy siedzieć zimą w czatowni. Do związku trafiłem, szukając osób, z którymi mógłbym dzielić wspólne zainteresowania, wymienić doświadczenia, pomysły, ale też dowiedzieć się czegoś, nauczyć, brać udział we wspólnym fotografowaniu.
 /m./: Jako organizatorka plenerów muszę powiedzieć, że nie jest łatwo coś zorganizować w naszym okręgu. Ludzie nie bardzo są chętni na wyjazdy, wolą jeździć sami lub fotografować blisko domu. Integracja to jeden z plenerowych celów, ale każdy może robić to, co chce. Ważne jest miejsce, gdzie się jedzie, jeśli ma w sobie coś zajmującego, to naprawdę mogą powstać porządne zdjęcia. Ale Ty teraz to masz takie miejsce pod nosem, wystarczy, że wyjdziesz z domu [uśmiech].
/A.M./: Tak, kilka lat temu postawiłem na działce niewielki drewniany domek. W 2013 roku filmowałem koziołka cztery metry od okna. Myszołowy przelatują dwadzieścia metrów nad głową. Ponieważ jestem leniwy, to wsadzam aparat w zrobioną w ogrodzeniu dziurę, ustawiam pułapkę ostrości (trap fokus) i ptaki same się fotografują. Mam wgrany soft pt. Magic Lantern, który rozszerza możliwości aparatu między innymi o filmowanie i w/w trap fokus. Nakręciłem też kilka krótkich filmów, jeden uważam za całkiem przyzwoity. Wracając do działki, postawiłem na niej podwójny karmnik, choć muszę przyznać, że różnorodność ptactwa nie jest zbyt duża: sikorki, dzwońce, mazurki, to główni goście. Bardzo rzadko odwiedzają mnie grubodziób, pokrzywnica, jer, kos, drozd, czasami krogulec polujący na mój drobiazg. Wiosną na pole pod lasem przylatują żurawie, kilka razy udało mi się zobaczyć prawdziwą rzadkość – słonkę. W lesie rzadko bywają jelenie, dziki, borsuk. To mniej więcej tyle, jeśli chodzi o zwierzynę. Niedaleko jest kilka małych oczek śródleśnych z ciekawymi mchami na brzegach. Przeważa las sosnowy, ale są też brzeziny, dęby, olchy. Na działce żona uprawia mnóstwo kwiatów, więc jest trochę koloru i owadów. Mieszkam tam przez cały rok, żona dojeżdża. Jej ulubiona pora to okres od wiosny do jesieni. Ja czuję się tu dobrze, mimo że domek jest malutki, nie wyobrażam sobie powrotu do bloku. Tutaj mam przestrzeń, wschody i zachody słońca, burze, las i pachnące łąki, słowem sama natura.
 /m./: W jakim kierunku podąża Twoja fotografia? Widać, że eksperymentujesz z różnymi rzeczami, próbujesz wszystkiego, czyli cały czas się rozwijasz. Czy zdradzisz nam, choć trochę, nad czym teraz pracujesz?
/A.M./: Fotografia to dla mnie niezła zabawa. Naprawdę, uwielbiam to robić. Bardzo lubię eksperymentować, a fotografia przyrodnicza daje tyle możliwości... Nieustannie miewam pomysły, mnóstwo pomysłów. Ciągle przychodzą nowe, nie starczy mi chyba życia do ich realizacji. Jedyna przeszkoda to czas, i nie mam na myśli tylko czasu tego fizycznego, tylko wolną głowę, komfort psychiczny, bo jak mam głowę nabitą jakimś problemem, to nie potrafię, wziąć aparatu i iść sobie do lasu, a może zależy to od wagi problemu? Moja pasja ewoluuje. Robiłem makro, zwierzęta, czasami krajobraz. Ostatnio idę w nieco innym kierunku - forma, kolor, kompozycja. Próbuję fotografii nocnej. Odkrywam możliwości, jakie daje wielokrotna ekspozycja. Mam kilka pomysłów związanych właśnie z tą metodą. Sam jestem ciekaw efektów, ale muszę poczekać na sprzyjające warunki. Podobają mi się rezultaty takich zdjęć, są bardziej "malarskie". I tutaj możemy nawiązać do mojej przeszłości, kiedy trochę rysowałem i malowałem. Myślę, że fotografią często zajmują się ludzie, którym zabrakło talentu do malowania [uśmiech].
 /m./: Nie mieszkasz, aż tak blisko Łodzi, żeby bywać na każdym okręgowym spotkaniu, ale zawsze bierzesz udział w naszych konkursach. To sprawia, że jesteś aktywnym członkiem. Teraz pozostał już tylko jeden, doroczny konkurs na Fotografa Roku. Zawsze udaje Ci się coś ‘ugrać’. Czy masz na to sposób [uśmiech]?
/A.M./: Jest miło, gdy coś „ugrasz”, bo jest to bodziec do dalszej pracy i znak, że nie jesteś zamknięty tylko we własnym poczuciu estetyki. Muszę jednak przyznać, że o ile multiekspozycja dosyć dobrze jest przyjmowana, o tyle z pozostałymi zdjęciami (forma, kształt, kompozycja) jest gorzej. Może dlatego, że nie są tak proste w odbiorze? Może czasami trzeba poświęcić więcej, niż jedno krótkie spojrzenie i zastanowić się, co autor miał na myśli [uśmiech]. Może muszę nad tym jeszcze popracować? Nie wiem, ale szukam. Tak jak pisałem wcześniej, robienie tych zdjęć sprawia mi frajdę, niektóre mimo że nie zyskały uznania w oczach innych, dalej mi się podobają. Tak jest np. ze zdjęciem, które znajduje się TUTAJ. Spróbujcie zabawić się w odgadywanie. Poświęćcie kilka chwil i popatrzcie na to zdjęcie. Być może niczego nie dostrzeżecie, a może jednak tak...
 /m./: Dziękujemy za wywiad i zapraszamy do galerii Andrzeja TUTAJ.
 Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - grudzień 2014
parent menu item not found: "130"