SEBASTIAN SOŁTYSZEWSKI – rocznik 1975, od 2003 członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. Indywidualista. Z wykształcenia technik-fotograf, długie lata pracy w zawodzie. W fotografii przyrodniczej interesuje go to, co żywe - reszta jest efektem powrotów z zasiadek na grubego zwierza. Najwięcej fotografuje w dolinie Bzury, na Jeziorsku, nad Biebrzą oraz w lasach "Słowińskich", miejscach będących naturalnym środowiskiem dzikich zwierząt. Poza fotografią przyrodniczą fascynuje go także prawdziwa muzyka, głównie stary dobry rock we wszystkich gatunkach, najlepiej słuchana na żywo. Bardzo bogatym źródłem wiedzy jest jego strona: www.sebastiansoltyszewski.pl, na której oprócz zdjęć przyrodniczych, foto-reportaży z koncertów, znajdziemy także relacje z prawie wszystkich naszych okręgowych wystaw i wernisaży od 2003 roku. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Sebastianem, z którego dowiemy się, co w fotografii przyrodniczej fascynuje go najbardziej.

/misia/: Zaczniemy od klasycznego pytania, jak to się zaczęło w Twoim przypadku, kiedy i jak wspominasz te czasy. Co się wydarzyło, że zainteresowałeś się fotografią przyrodniczą? Jak trafiłeś do naszego okręgu?
/Sebastian Sołtyszewski/: Trudno powiedzieć, kiedy i jak. Od podstawówki interesuję się przyrodą, będąc w liceum, zacząłem fotografować i sam obrabiać materiały, natomiast podczas nauki w Studium Fotograficznym zacząłem wyjeżdżać do lasu na zdjęcia. Po rozpoczęciu pracy jeździłem już na konkretne zdjęcia, głównie ptaki wodne, jednak to były inne czasy. Fotografowało się na slajdach i trzeba było się na tym znać, wystarczyło się pomylić o pół przysłony i zdjęcia szły do kosza. Poza tym nie było sprzętu takiego, jak np.: obiektywy ze stabilizacją, czy pływadła i samorozkładające się namioty. Dziś jest łatwiej.
 /m/: Na zdjęciach widać, że w swojej fotografii bardzo koncentrujesz się na ssakach, masz swoje miejsca niedaleko Łodzi i często je odwiedzasz. Dlaczego właśnie takie ‘obiekty’ najlepiej Ci się fotografuje?
/S.S./: Myślę, że określenie "koncentrujesz" nie jest odpowiednie. Jedynym tematem, który mnie interesuje są dzikie zwierzęta, tak samo ssaki jak ptaki. Jest to najtrudniejszy gatunek fotografii przyrodniczej, wymagający kondycji, uporu i wiedzy o fotografowanym gatunku, np. o czym śpiewa ptak, czy co pokazuje jeleń, wiedzy większej niż nazwa gatunkowa i rozmiar w centymetrach. Fotografowanie pejzaży, kwiatków czy owadów mnie nudzi, lubię oczywiście oglądać je na zdjęciach i wystawach moich kolegów, ale na tym koniec. Dla mnie prawdziwe fotografowanie, to podchodzenie zwierząt, zasiadki i leżenie w ukryciach oraz długie obserwacje poprzedzające zdjęcia. Umiejętność bycia niewidzialnym, tak, aby zwierzęta zachowywały się normalnie, tylko wtedy można fotografować sceny z ich życia, czyli zrobić prawdziwe zdjęcie przyrodnicze a nie atlas w stylu "widzę cię i zaraz będę uciekać". Niestety, nie zawsze to, co obserwuję w lesie, uda mi się sfotografować, głównie z powodu ograniczeń sprzętowych, dlatego moje zdjęcia to tylko kilka procent z cudów natury jakie udało mi się zaobserwować.
 /m./: Odwiedzasz różne piękne miejsca fotograficzne w Polsce. Czasami jeździsz sam, czasami w towarzystwie. Co Tobą kieruje, że chcesz i lubisz dokumentować przyrodę?
/S.S./: Odpowiedź jest prosta i oczywista. Fascynuje mnie, jak większość przyrodników, "przekraczanie granicy", znalezienie się po "tamtej stronie", czyli zobaczenie i przeżycie czegoś niesamowitego, co udaje się, wbrew pozorom, stosunkowo niewielu ludziom. Czymś takim jest, np. zbliżenie się do ryczącego jelenia na kilka metrów, tak, aby usłyszeć jego oddech, a jednocześnie nie spłoszyć i zrobić zdjęcie, czy obserwowanie z granicy ostrzenia obiektywu (w moim to dwa metry [uśmiech]) tokujących perkozów, z wysokości tafli wody. Dodatkowo w przypadku fotografowania dzikich zwierząt dochodzi silna adrenalina, włosy stają dęba, a na karku pojawia się zimny pot na widok walczących dwustukilowych jeleni, czy rozpostartych w ataku dwumetrowych skrzydeł bielika. Dlatego właśnie dokumentowanie i obserwacja na żywo jest dla mnie gwoździem programu, a miłym finałem są zdjęcia. Konkursy i wystawy to mały dodatek, do którego nie przywiązuję uwagi. Jeszcze jedna mała rzecz, prawdziwy przyrodnik po zakończeniu zdjęć wycofuje się z miejsca akcji, tak, żeby zwierzęta dookoła nie zorientowały się (oczywiście w zależności od fotografowanego gatunku), nie powodując zamieszania, to też jest fantastyczna umiejętność, która sprawia mi dużą frajdę, gorąco polecam wszystkim.
 /m./: Jak wygląda teraźniejszość i jakie masz plany na przyszłość? Czy masz zamiar poszerzyć krąg swoich zainteresowań fotograficznych?
/S.S./: Myślę, że w moim przypadku poszerzenie zainteresowań fotograficznych byłoby bardzo trudne. Zajmując się fotografią całe życie, fotografowałem już tyle tematów zawodowo i prywatnie, że trudno będzie znaleźć coś więcej, co mnie zainteresuje. Natomiast sytuacja fotografii przemysłowej jest bardzo zła, zawód fotografa upada z wielu względów, głównie z powodu rosnącej dostępności do większości mediów, utrzymanie się w tym zawodzie graniczy z cudem. Dlatego moje plany na przyszłość, to trzymanie się tego, co mnie fascynuje najbardziej, czyli fotografii przyrodniczej i obserwacji zwierząt.
 /m./: Dziękujemy za przedstawienie nam swojej osoby i zapraszamy do zapoznania się ze zdjęciami Sebastiana TUTAJ, przedstawiające dziką naturę podpartą solidnym warsztatem fotograficznym.
 Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - styczeń 2014
parent menu item not found: "130"