JERZY GRZESIAK – rocznik 1988, od 2005 roku członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. W przeszłości ‘młody niepokorny’, obecnie ustatkowany mąż i student Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie (przyp.red. obecnie magister ekonomii zajmujący się innowacjami). Z fotografią przyrodniczą związany od najmłodszych lat, najpierw poprzez sprzęt fotograficzny dziadka, potem przez, często bardzo ekstremalne dla kilkunastolatka, plenery z ojcem. Wyznaje fotografię środowiskową, ‘atlasy’ zawsze go nudzą. Interesuje się także sztuką współczesną, architekturą i giełdą. Nieliczni wiedzą, że stawia pierwsze kroki na polach ekonomiczno-biznesowych. Zapraszamy na wywiad z Jurkiem odkrywający jego związki z fotografią przyrodniczą i to, co miało największy wpływ na jego rozwój. Dowiemy się również, czy ‘odporność’ na krytykę pomogła mu w postrzeganiu i uwiecznianiu na zdjęciach świata przyrody.
 
/misia/: Jesteś młodym fotografem przyrody, już nie najmłodszym, jak kiedyś o sobie pisałeś, ale za to bardzo doświadczonym. Ile czasu zajęło Ci poznanie tego świata, jak to się zaczęło?
/Jerzy Grzesiak/: Do poznania świata jeszcze daleka droga, ale jeśli chodzi o fotografowanie przyrody, to zaczynałem, mając jakieś 10 lat. Najpierw było to głównie łażenie po miejskich parkach za mniej płochliwymi modelami. Z biegiem czasu i z pomocą ojca podejmowałem coraz to większe wyzwania, głównie w fotografowaniu ptaków i ssaków. Metody zbliżania się do bardziej ostrożnych gatunków podglądałem u doświadczonych kolegów i eksperymentując w terenie. Wtedy nie było tak dobrze dostępnych specjalistycznych namiotów, strojów snajperskich czy innych wynalazków. Sam projektowałem czatownie, nauczyłem się nawet szyć na maszynie. W sumie jednak najlepsze zdjęcia zrobiłem poza standardowym ukryciem i dalej tak najchętniej fotografuję.
/m./: Dwa portale ‘uczyły’ Cię fotografować. To FP – Fotografia Przyrodnicza i FP-PL – Foto-Przyroda.pl. Jak wspominasz te dawne czasy?
/J.G./: Nie portale, a skupieni wokół nich fotograficy. Na FP byli kiedyś prawie wszyscy „spece” i tam zasadniczo kreowały się reguły i trendy obowiązujące w fotografii przyrody. Wspólnie przeszliśmy od fascynacji ‘atlasami’ do środowiskowych i klimatycznych ujęć. Konfrontowanie zdjęć z opinią innych, ale taką prawdziwie i sensownie krytyczną, jest najbardziej rozwijające i motywuje do dalszych prób. Teraz jest mnóstwo miejsc w sieci, gdzie ludzie klepią się po plecach za byle chałę – to do niczego nie prowadzi. Nie bez znaczenia dla mnie jest też rywalizacja. Niby każdy mówi, że najważniejsze jest obcowanie z przyrodą, przysypianie w czatowni itp. Jasne, to jest super, ale wygrać dodatkowo konkurs jest również świetnie!
/m./: Wiemy, że uważasz, iż zrobiłeś już ‘zdjęcie życia’. To zdjęcie faktycznie było wielokrotnie nagradzane, ale czy nie hamuje Cię takie oświadczenie. Czy naprawdę nie chcesz już zrobić lepszego zdjęcia?
/J.G./: Wydaje mi się, że nawet zrobiłem kilka lepszych, jednak tego poglądu nie podzielają obiektywne gremia [uśmiech]. Niestety, zrobienie dobrego zdjęcia wymaga naprawdę ogromnej ilości czasu. To przede wszystkim obserwacja, poznanie gatunku, później planowanie ujęcia, przygotowanie terenu itp. Zupełnie nie przejmując się tymi wskazówkami, swoje najlepsze ujęcie - „Strażnika mgły” - zrobiłem przypadkiem, w dodatku wtedy, gdy pojechałem w teren zbyt późno. Jednak teraz, znając już te wszelkie prawidła, muszę się ich trzymać i bez poświęcenia długich godzin w terenie nie ma mowy o super-ujęciu. To zasadniczo praca na pełny etat, a na to nie mogę sobie (na razie) pozwolić.
/m./: Co lubisz fotografować najbardziej? Nie są Ci obce czatownie i ekstremalne przygotowania do zdjęć, ale tych ‘atlasów’ mało w Twoim portfolio.
/J.G./: Lubię właśnie ekstrema, im bardziej jestem wykończony i zmordowany przygotowaniami, tym większa satysfakcja z ujęcia. Czatownie same w sobie to żadne poświęcenie, raczej właśnie łatwizna. Chodzi bardziej o teren, czy sposób korzystania z ukrycia. Uwielbiam fotografowanie z czatowni pływającej – mam wtedy dużo większą swobodę przy dobieraniu kadrów. Najciekawsze sesje miałem zimą z czaplami. Gdy temperatura spada poniżej 20 stopni C, wchodzenie do wody daje naprawdę ciekawe doznania. Dzięki opanowaniu techniki jestem w stanie podpłynąć do niektórych ptaków na granicę ostrzenia, bez żadnego niepokojenia modela. Efekty takiego fotografowania jednak bardzo różnią się między gatunkami, a nawet poszczególnymi osobnikami. Moją drugą pasją przyrodniczą są zlotowiska żurawi. Spędzanie nocy wśród ptaków, w samym centrum, to niesamowite przeżycie. Nocowanie w środku jeziorskowego błota również ma dużo magii.
/m./: Ukraina jest dla Ciebie nie tylko miejscem, z którym jesteś związany rodzinnie, ale także miejscem, gdzie lubisz się włóczyć. Czy uważasz, że tamte tereny są dalej nieodkryte i warte eksploracji, właśnie przez tę dzikość?
/J.G./: Rodzinnie, to bardziej Lwów niż sama Ukraina, ale to inna historia. Włóczęgi po wschodzie są faktycznie zupełnie wyjątkowe, choć trzeba nauczyć się z tym rozsądnie obchodzić. Nie ulegać pokusie kolonialnego spojrzenia z lepszego świata. Można się wtedy wiele nauczyć i wykorzystać wspaniałe okazje do fotografii reportażowej. Przyrodniczo to Karpaty Wschodnie są genialnym i nieodkrytym (a raczej zapomnianym) miejscem. Fotograficzno-przyrodniczym marzeniem są Gorgany (ponoć najdziksze góry Europy) i rozlewiska Prypeci. Na to jednak potrzeba jeszcze więcej czasu.
/m./: Dziękujemy za przedstawienie nam swojej osoby i zapraszamy do galerii Jurka TUTAJ, zwracając szczególną uwagę na „Strażnika mgły”, bo to zdjęcie naprawdę jest warte uwagi.
 
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - listopad 2013
parent menu item not found: "130"