KRZYSZTOF KUHN
– rocznik 1960, od 2004 członek Okręgu Łódzkiego ZPFP i od wielu lat nieustający członek Komisji Rewizyjnej w naszym okręgu. Do ‘ptasiarstwa’ mu daleko, chyba, że coś ustrzeli nad greckim morzem. Na co dzień preferuje fotografię przyrodniczą skierowaną na detale i formy nieożywione, nie wzgardzi krajobrazem, zdjęciami z podróży, obiektami sakralnymi i pociągami. W normalnym życiu próbuje amatorsko poprawiać i ulepszać różne rzeczy codziennego użytku. Nie są mu obce ani żeglarstwo, ani narciarstwo, ani chodzenie po górach, ani jazda na rowerze. Przedstawiamy wywiad z Krzysiem, przybliżający jego postać, związki z fotografią przyrodniczą oraz ujawniający kulisy dawnego spotkania z fotografem Leszkiem Krzysztofem Sawickim, założycielem ZPFP.
 
/misia/: Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią przyrodniczą? Czy wykształcenie politechniczne w jakiś sposób wpłynęło na Twoje zainteresowania poza pracą?
/Krzysztof Kuhn/: Zdjęcia robiłem prawie od zawsze, pierwszym obiektem przyrodniczym były portrety jamnika [uśmiech], którego miałem długie lata. Zaś inspiracją do fotografii krajobrazu były wyjazdy wakacyjne, najpierw nad augustowskie i mazurskie jeziora, potem w Tatry. Interesowałem się ochroną przyrody, przez lata z koleżankami i kolegami ze Straży Ochrony Przyrody wolne chwile spędzaliśmy w terenie, z jednej strony, starając się wspomóc służby państwowe, z drugiej strony, mając kontakt z pracownikami parków narodowych i krajobrazowych, poznawaliśmy najciekawsze przyrodniczo miejsca, mając do tego doskonałych przewodników. Akcje letnie w Tatrzańskim Parku Narodowym, polegające na ochronie gór przed często bezmyślnymi turystami, oraz towarzyszące im wycieczki poza szlakiem z pracownikami parku owocowały kolejnymi pudełkami slajdów. Samo wykształcenie politechniczne nie wpłynęło na moje zainteresowania, które ujawniły się wcześniej, już w czasach licealnych. W tym okresie powstał koleżeński krąg, o wspólnych ogólno-przyrodniczych i poznawczych zainteresowaniach. Te przyjaźnie i zainteresowania przetrwały do dziś. Jako dykteryjkę powiem, że w roku 1993 w Łodzi na dorocznym zjeździe Polskiego Towarzystwa Botanicznego na Wydziale Biologii UŁ pan Sawicki - taki siwy i sympatyczny - pokazywał zdjęcia z Afryki, slajdy na Velvi z muzyką. Dziś nazwalibyśmy to diaporamą, wyświetlane z dwóch rzutników wspólnie sterowanych i opowiadał o zamiarze zorganizowania związku ludzi fotografujących przyrodę. Byłem tam, to safari widziałem i od razu pomyślałem sobie, że ho ho, Afryka, gdzie mi tam do takich progów wysokich...
/m./: To wspaniale, że miałeś okazję spotkać późniejszego założyciela ZPFP. Czy możesz nam dokładnie opowiedzieć jak to wyglądało?
/K.K./:Studiowałem podyplomowo Ochronę Środowiska na Uniwersytecie Łódzkim. Wykładowcami byli profesorowie i doktorzy z Wydziału Geografii i z Wydziału Biologii. Proponowali nam uczestnictwo w spotkaniach swoich Towarzystw Naukowych, Kół i Stowarzyszeń, aby przybliżyć tematykę swojej pozaprogramowej działalności. Zostaliśmy zaproszeni na Zjazd PTB, który akurat odbywał się w Łodzi. Gościem był między innymi Sawicki. Pokazywane przez niego krajobrazy z charakterystyczną mgiełką były tłem dla zwierząt, przedstawionych bardzo ekspresyjnie i ciekawie, a widoki z „prawdziwych” slajdów z odpowiednio dobranym podkładem muzycznym pozostawiły większe wrażenie, niż np. film. Wtedy opowiadał także o pomyśle utworzenia Związku Fotografów Przyrody.
/m./: Umiesz patrzeć na detale w przyrodzie, bardzo często znajdujesz rzeczy, jakich inni by nie zauważyli. Czy masz na to patent, czy samo tak jakoś wychodzi [uśmiech]?
/K.K./:Gdy idziemy na spacer z aparatem i jakąś grupką ludzi, zawsze tak się składa, że fotografowie przyrody idą ostatni i wszyscy na nich czekają albo nie [uśmiech]. Rozglądanie się wokół wymaga postojów i uwagi, staram się patrzeć pod nogi, ale i nad głowę. Może to przypominać szukanie grzybów na plaży i zaowocować wypatrzeniem kawałka patyka z akurat w tym momencie ciekawie ułożonym cieniem, który za chwilę zniknie.
/m./: Wiemy też, że Twoim ulubionym miejscem do fotografowania jest Bolimowski Park Krajobrazowy. Jak to się stało, że właśnie tam często jeździsz?
/K.K./:Wszystko przez kobietę [uśmiech]… Małgosia, moja żona, od lat w samym sercu lasu spędzała letni czas i spodobały mi się meandry rzeki Rawki, a ostatnio wycieczki rowerowe, co doskonale zwiększa możliwości poznawcze.
/m./: A jakie inne miejsca lubisz odwiedzać i uwieczniać na matrycy?
/K.K./:Greckie wyspy to miejsca, których urokom krajobrazu trudno się oprzeć. Wiadomo, kolebka naszej zachodniej cywilizacji, do tego klimat i serdeczni ludzie. Oraz wrażenie, że czas wolniej biegnie, a właściwie pewność, sądząc po wieku mieszkańców. I Tatry będące zwłaszcza w polskiej części miniaturką alpejskich gór, ale spróbuj je dokładnie poznać… to miejsce szczególnie bliskie memu sercu i przywołujące wspomnienia pięknych chwil. Są też Mazury, wiadomo - błękit nieba i zieleń wody, tak odmienna od śródziemnomorskiego lazuru. I Beskid Niski, z klimatem unickich i prawosławnych cerkwi i charakterystycznej zanikającej architektury drewnianej.
/m/: Dziękujemy za wywiad i przybliżenie nam swojej osoby. Zapraszamy do oglądania tak rozpoznawalnych zdjęć Krzysia TUTAJ
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - listopad 2013 
parent menu item not found: "130"