PIOTR NADOLSKI
– rocznik 1965, członek Okręgu Łódzkiego ZPFP w latach 2005-2013 oraz nasz Prezes przez ostatnią kadencję (2010-13, w 2014 wystąpił z ZPFP - przyp.red.). Bardzo, bardzo daleki od ‘ptasiarstwa’ i zdecydowanie coraz bardziej ukierunkowany na akty kobiece. To ostatnie zajęcie zupełnie go pochłania, ale niemniej ważną rolę w jego życiu odegrała i nadal odgrywa fotografia przyrodnicza. W przyrodzie interesują go przede wszystkim formy, kształty i grafika, rzadziej krajobraz, a na pewno nie zwierzęta i ptaki. W życiu codziennym znajduje także czas na dobrą muzykę. W młodości uczęszczał do szkoły muzycznej i grał na saksofonie, dziś siada czasami do gitary czy pianina, ale mówi, że tylko wydobywa dźwięki, a nie gra. Jak każda rogacizna (znak zodiaku: Byk) bywa uparty. Np. stwierdził, że sam nie będzie wisiał na zdjęciu profilowym i niech mu towarzyszą jego koledzy, wtedy łatwiej mu będzie znieść stres [uśmiech]. Spróbujemy zapytać Piotrka, jak to naprawdę było na początku z jego fotografowaniem, jak udaje mu się szukać w naturze swoich motywów oraz gdzie i z kim najbardziej lubi spędzać czas w terenie.
 
/misia/: Czy możesz nam opisać swoje początki, skąd wzięły się Twoje zainteresowania fotografią przyrodniczą?
/Piotr Nadolski/: To zwykły przypadek. Moje zainteresowanie fotografią jako taką zaczęło się od rozkręcenia na czynniki pierwsze aparatu Druh, który dostałem kiedyś w prezencie. Rozczarowałem się jego prostą budową i znikomą ilością części, więc mój zapał osłabł na kilka lat. Później było kilka innych, które swój żywot kończyły w pudełkach i nigdy żadnego nie udało mi się złożyć do końca. Na szczęście na początku naszego stulecia spotkałem Marka Trzeciaka. To on wprowadzał mnie w tajniki fotografii, pokazywał, jak te wszystkie śrubki i sprężynki wykorzystać do tworzenia obrazów. Jeżdżąc z nim w teren, spotkałem Ryśka Sąsiadka i wielu innych kolegów. Z ogromną przyjemnością przebywałem coraz częściej w ich towarzystwie, a fotografia, tak mimochodem, cały czas gdzieś mi tam towarzyszyła. Stąd zresztą moja obecność w ZPFP. Nie fascynacja fotografią a towarzystwo ludzi, którzy ją tworzą.
/m./: Jak już znajdujesz się na łonie natury, to dlaczego właśnie takie, a nie inne jej elementy pobudzają Twoją wyobraźnię?
/P.N./: Na co dzień, w pracy, żyję w uporządkowanym świecie zero-jedynkowym, który, jak się po latach okazało , nie jest do końca moim naturalnym środowiskiem. Jestem człowiekiem bardzo roztargnionym, jak coś mnie w danym momencie pochłonie, to zapominam o całym bożym świecie. Bliscy mówią - „chaos to ty“. Dlatego, wychodząc w teren, szukam obrazów nieoczywistych i jak już znajdę, to czuję się wtedy jak w domu.
/m./: Wypatrywanie elementów graficznych w przyrodzie wcale nie jest takie proste. Zobaczyć to jedno, ale potem doprowadzić do takiego stanu, jak widzimy na Twoich zdjęciach, to drugie. W jakim stopniu znajomość programów graficznych pozwala Ci uzyskać takie niesamowite efekty końcowe?
/P.N./: Hmm, tu chyba cię rozczaruję, mimo że faktycznie dość sprawnie posługuję się programami graficznymi, to w prywatnych projektach staram się ich używać w minimalnym stopniu. Choć rzeczywiście przy konwersji na obrazy czarno-białe stosuję kilka sztuczek. Większość prezentowanych przeze mnie zdjęć powstała jeszcze na slajdach.
/m./: Często powtarzasz, że dobre towarzystwo to podstawa i że to foto-przyrodnicy są najlepszymi kompanami do wspólnych wyjazdów, czy to na plener, czy na festiwal. Dlaczego w grupie a nie samotnie?
/P.N./: Ależ ja uwielbiam samotność. Dość często zamykam się w świecie, do którego zapraszam tylko muzykę. A gdy ta samotność zaczyna uwierać, to mam na szczęście rodzinę i grupę znajomych, których poznałem dzięki fotografii przyrodniczej. Wypad w grupie to uczta, to jakby usiąść do suto zastawionego stołu, gdzie mamy do wyboru mnogość osobowości, emocje, różne spojrzenia na świat. Wtedy wyławiam co smaczniejsze kąski, by później w samotności móc to wszystko przetworzyć na nowe pomysły.
/m./: Rozumiem, że nie odkładasz całkiem do lamusa fotografii przyrodniczej. Sentyment na pewno zostanie [uśmiech]. A jakie miejsce widzisz dla niej w przyszłości?
/P.N./: Myślę, że będzie jej coraz więcej, a to za sprawą np. rysunków Kasi Bajerowicz, przedstawiających niesamowicie barwny świat, który pobudza wyobraźnię. Są to ilustracje do książek dla dzieci i młodzieży, a ja w nich słyszę muzykę King Crimson, Weather Report, przywodzą mi też na myśl teksty Edgara Allana Poe czy Arthura Rimbaud. To one, a właściwie wyobraźnia i talent Katarzyny, podsunęły mi pomysł na pewien projekt, w którym fotografia przyrodnicza będzie dość istotnym elementem, choć mocno przetworzona komputerowo.
/m./: I na koniec pozostawiasz nas w niepewności [uśmiech]. Ale zapewne zmobilizuje to niektórych do śledzenia Twojej fotograficznej działalności. Dziękujemy za wywiad. Zdjęcia Piotrka możemy zobaczyć TUTAJ.
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - listopad 2013
parent menu item not found: "130"