BARBARA GRABOWSKA
– wiek stateczny, ale tryb życia aktywny. Od 2009 roku członkini Okręgu Łódzkiego ZPFP, a od 2013 roku Okręgowa Sekretarka, sumiennie wywiązująca się ze swoich obowiązków. Kiedyś stanęła przed trudnym wyborem: ŁTF (Łódzkie Towarzystwo Fotograficzne) czy ZPFP? Nie żałuje tego, że wybrała fotografię przyrodniczą. Zwolenniczka krajobrazów i ukryta ‘ptasiara’. Gdyby miała lepszy sprzęt, fotografowałaby głównie ptaki. Od zawsze fascynuje ją także architektura jako twór ludzki, równolegle podejmuje próby makro. Portret stanowi dla niej zbyt duże wyzwanie, bo może okazać się przekroczeniem pewnej intymności. Prezentujemy wywiad z Basią, odkrywający to, co łączy ją z fizyką, co w fotografii przyrodniczej interesuje ją najbardziej i dlaczego norweskie lodowce tak bardzo ją fascynują.
 
/misia/: W jaki sposób połączyłaś fotografię przyrodniczą z fizyką? Wiemy, że to Twój zawód wyuczony i praktykowany przez wiele lat.
/Barbara Grabowska/: Fotografia była zawsze odskocznią od pracy w szkole, która mnie bardzo wyczerpywała i stanowiła wielkie wyzwanie. Musiałam i chciałam znaleźć coś, co by mnie wciągnęło w inny świat i byłoby dla mnie przyjemnością. A fizyka? Z wykształcenia jestem biofizykiem, czyli nie należy się dziwić, że przyroda mnie pochłonęła. A wszystko to zaczęło się jeszcze w latach pięćdziesiątych, kiedy podglądałam, jak mój ojciec robił Kodakiem zdjęcia w formacie 6 x 9. W latach osiemdziesiątych podjęłam pierwsze działania artystyczne, zaczęłam wyjeżdżać na plenery i wystawiać swoje zdjęcia w galeriach. Praca w ciemni fotograficznej nad odbitkami czarno-białymi dostarczała mi wiele radości. Niestety, niedługo potem trafiłam do szkoły, która całkowicie pochłaniała mój czas i ciemnia musiała odejść na plan dalszy. Szczęśliwie w czasie wakacji mogłam oddać się podróżowaniu po kraju i okres fascynacji fotografią podróżniczą trwa do dziś.
/m/: Wiemy, że pokazujesz swoje prace na wystawach. Ile już ich było, jakiego typu i jak się do nich przygotowujesz?
/B.G./: Wcale nie tak dużo, ale kilka było. Głównie związane z architekturą i detalami, np. drewniane cerkiewki beskidzkie, ale także przyrodnicze. Jednak natury nie było zbyt wiele. Niemniej kontakt z przyrodą bardzo mnie pociąga, a widok ptaka, krajobraz, to coś, co mnie zawsze wzrusza. Dawniej trochę rysowałam, ale nie czułam się wystarczająco dobra, więc dlatego wybrałam odwzorowanie świata poprzez malowanie światłem.
/m/: Co w fotografii przyrodniczej interesuje Cię najbardziej?
/B.G./: Oczywiście sama natura, ale najbardziej uwielbiam ptaki. Nie mam dobrego obiektywu do fotografowania ptaków. Gdybym go miała, byłabym ‘ptasiarą’ [śmiech]. Na moim balkonie każdej zimy mogę gościć kilkanaście gatunków ptaków i obserwowanie ich sprawia mi dużo radości. Poza tym hamuje mnie także wiek i ograniczenia fizyczne. Na pewno nie przesiadywałabym w czatowniach, ale fotografia ‘balkonowa’ też potrafi być przyjemna.
/m/: A wydawałoby się, że fotografia makro jest Twoją ulubioną dziedziną?
/B.G./: Ta z kolei wymaga bardzo dużo cierpliwości. Zawsze podziwiam, w jaki sposób można uchwycić faktury, wzory i struktury. Świat w fotografii makro wygląda zaskakująco inaczej, nawet zagadkowo. Co jakiś czas próbuję się zmierzyć z makro, ale wzrok nie ten, ręce nie te... Wszystko zależy od tego, kiedy zaczyna się fotografować. Ja zaczęłam wszystko za późno.
/m./: Którą podróż wspominasz najczęściej? Czy przez to, że miałaś ze sobą aparat fotograficzny pamiętasz ją lepiej?
/B.G./: Oczywiście. Chyba największe wrażenie zrobiła na mnie Norwegia z fiordami i jej lodowce, a właściwie ich kolor, ten błękit w stopniowanej intensywności. Jak artysta potrzebuje do swojej pracy natchnienia, tak i ja je wtedy złapałam do robienia zdjęć. To było niesamowite przeżycie i wiem, że są takie momenty w życiu, dla których warto żyć. Zdjęcia z tego lodowca wspominam najczęściej.
/m./: Dziękujemy za przedstawienie nam swojej osoby od innej strony i życzymy powodzenia w realizacji swoich pasji. Swoją postawą i tak udowadniasz, że nigdy na nic nie jest za późno. Galerię zdjęć Basi można obejrzeć TUTAJ.
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - listopad 2013
parent menu item not found: "130"