ROBERT KLAWE
– rocznik 1961, od 2010 roku członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. Fotografia przyrodnicza to jego hobby, które szczególnie pielęgnuje, a szeroko pojęty kontakt z przyrodą to coś, co ceni sobie najbardziej, nawet jeżeli spotyka się z przyrodą w swoim ogródku. Zamiłowanie do natury zaowocowało tym, że w 2011 roku, praktycznie jako nowo przyjęty członek, został Fotografem Roku 2011 (za 2010) naszego okręgu za zdjęcie „Harce”. To także amator ciekawej książki oraz dobrej muzyki, zwłaszcza tej z lat 70. i 80. Zapraszamy na wywiad z Robertem, który przybliży nam jego postać oraz odkryje tajemnicę jego umiłowania do przyrody i jej piękna.
 
 
/misia/: Jakie były Twoje początki fotograficzne i w jaki sposób trafiłeś do naszego okręgu?
/Robert Klawe/: Dostałem, jako mały chłopak, lornetkę (na dodatek teatralną), za pomocą której mogłem podglądać przyrodę, potem w moje ręce trafił pierwszy aparat fotograficzny DRUH, to były lata 60. i tak to się zaczęło. Pamiętam jedno z pierwszych zdjęć. Zrobiłem ziębę na jabłoni, a po wywołaniu okazała się kropką na drzewie [uśmiech]. Do okręgu trafiłem przez przypadek. Dowiedziałem się, że taki związek działa również w naszym rejonie i pojawiłem się na pierwszym dla mnie spotkaniu i tak to trwa do tej pory.
/m./: Dlaczego tak bardzo umiłowałeś sobie przyrodę jako główny obiekt swoich zainteresowań?
/R.K./: Mój kontakt z przyrodą istnieje odkąd sięgam pamięcią. Jako dziecko każdą wolną chwilę spędzałem u dziadka, który nadzorował stawy hodowlane oraz okoliczny las. Tam poznawałem sekrety i tajemnice szuwarów oraz boru, jak o lesie mawiał mój dziadek. Potrafiłem godzinami leżeć w błocie lub siedzieć w krzakach, żeby podejrzeć jak kaczka wodzi młode albo sarna wychodzi wieczorem na śródleśną polanę i tak zostało mi to do dzisiaj. Obiektem moich zainteresowań jest wszystko, co jest związane z przyrodą, zwłaszcza fauna.
/m./: Mieszkasz niedaleko Jeziorska, więc wydawałoby się, że tam spędzasz większość czasu, ale na Twoich zdjęciach nie widać ptaków wodnych, a raczej te drapieżne oraz różne inne zwierzęta duże i małe. Co najbardziej lubisz fotografować w naturze?
/R.K./: Jeziorsko, a zwłaszcza tereny rezerwatu poznałem dość dobrze w 2005 roku za sprawą kolegi z pobliskiej Warty. Zobaczyłem wtedy masę ptaków wodno-błotnych i, w tamtych czasach, żadnego śladu bytności człowieka. Potem, przez chyba dwa lata, fotografowałem na terenie zbiornika, ale z tego powodu, że jestem typem samotnika, jeżeli chodzi o fotografię, zaczął mi przeszkadzać wzmożony ruch na terenie rezerwatu i przestałem tam jeździć. Fotografuję głównie na terenach z moich lat młodzieńczych, planuję oraz spędzam masę czasu na obserwacji danego gatunku, aby w końcu zrobić zdjęcie. Na przykład borsuka sfotografowałem dopiero po 6. miesiącach, a dziki po roku oczekiwań, kiedy pojawiły się w danym miejscu, przy w miarę dobrym świetle. Fotografuję głownie ssaki i ptaki, jednak i mniejsze zwierzęta są tematem moich zdjęć.
/m./: Czy Twoje hobby nie koliduje z pracą, której jak każdy przedsiębiorca zapewne poświęcasz dużo czasu?
/R.K./: Po latach pracy mam tak ułożony harmonogram dnia, że w żaden sposób hobby nie koliduje z pracą [uśmiech]. Staram się poświęcać firmie tyle czasu, ile trzeba i należy.
/m./: Dużo czasu przeznaczasz na pielęgnację swojego ogródka. Jak to wygląda w rzeczywistości, kto się tym jeszcze zajmuje i jakie zwierzaki domowe można spotkać w Twoim domu?
/R.K./: W połowie lat 80. kupiliśmy z żoną 1 ha nieużytku i zaczęło się planowanie oraz sadzenie drzew i krzewów, a w międzyczasie powstały dwa małe stawy, potem letni domek i stajnia dla naszej klaczy Lawy. Ogrodu pilnują dwa psy: haski Nula i rottweiler Hera. Jest jeszcze kotka, która chadza własnymi ścieżkami. Staramy się utrzymać ogród w stanie jak najbardziej naturalnym, co stwarza dogodne warunki dla wielu dziko żyjących zwierzaków. Dlatego mam masę ptaków. Wilga corocznie buduje gniazdo na starych klonach i wyprowadza młode, a na małe rybki w stawie przylatuje zimorodek, krzyżówka lęgnie się w przybrzeżnych szuwarach, na stryszku grasuje kuna z maluchami. Wieczorem można zaobserwować tchórza oraz usłyszeć puszczyka. Przebywanie w ogrodzie i praca w nim to dla nas odskocznia od codziennych problemów i stresu. W domu oddalonym o około 300 metrów od ogrodu mamy jeszcze jednego pupila, jamnika Lorda. Tak więc całe moje życie, to bezustanny kontakt z przyrodą dziką i udomowioną [uśmiech].
/m./: Trzeba przyznać, że z rozmysłem ułożyłeś sobie życie w kontakcie z przyrodą i z naturą na wyciągniecie dłoni. A wszystkich zapraszamy do obejrzenia zdjęć Roberta TUTAJ, przedstawiających jego świat duży i mały, daleki i bliski.
 
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - luty 2014
parent menu item not found: "130"