RADOSŁAW SZARY
- rocznik 1974, od 2007 roku członek Okręgu Łódzkiego ZPFP. Przedsiębiorca, który każdą wolną chwilę poświęca swoim zainteresowaniom i rodzinie. Można go określić, jako człowieka z pasją i to niejedną. Jest typem samotnika, który kocha błąkać się po lesie w poszukiwaniu kontaktu z naturą, potrafi także dostrzec i docenić jej piękno. Najczęściej fotografuje na Uroczysku Lublinek, w Lesie Łagiewnickim, nad Jeziorskiem i w dolinie Bzury, a także na jego ukochanej Suwalszczyźnie. Przyroda interesowała go i fascynowała od dziecka. Jako mały brzdąc łapał owady, by móc je potem pooglądać. Na stronie internetowej: www.radoslawszary.pl, oprócz zdjęć przyrodniczych, można znaleźć dział poświęcony śluzowcom i odgłosy przyrody. Zapraszamy na wywiad z Radkiem ujawniający jego zainteresowania, nie tylko przyrodnicze.
 
/misia/: Masz wiele pasji. To nie tylko fotografia przyrodnicza. Na spotkania często przychodzisz z dziwnym i ‘mówiącym’ urządzeniem, przypominającym skaner lotniczy [uśmiech]. Jak godzisz te wszystkie zainteresowania?
/Radosław Szary/: Najważniejszymi pasjami są: fotografia, krótkofalarstwo, elektronika, astronomia, a z tych pasji wynikają kolejne jak np. nagrywanie dźwięków i mikroskopowanie. Ponadto aktywnie spędzam czas jeżdżąc na rowerze i biegając. Wachlarz zainteresowań jest całkiem spory, ale i tak skutecznie potrafię je ze sobą powiązać. W ostatnim czasie na każdą wyprawę rowerową zabieram ze sobą aparat fotograficzny, radiotelefon i zestaw ependorf [uśmiech]. To jednorazowe probówki, które służą do pobrania materiałów do badań mikroskopowych. Poza tym jestem krótkofalowcem i łączność radiowa towarzyszy mi każdego dnia i w domu, i w samochodzie. Można by rzec, że się nie rozstaje ze swoimi radiotelefonami. Na dachu wieżowca, w którym mieszkam zainstalowałem już kilka anten na różne pasma. Ale to nie wszystko, bo radia towarzyszą mi także na wakacjach. Mój namiot łatwo rozpoznać, bo wiszą nad nim porozciągane między drzewami anteny [uśmiech]. Jednak radia, które można kupić w sklepie, to czasami za mało i dlatego niejedno moje urządzenie jest samodzielnie składane, począwszy od wytrawienia płytki, przylutowania elementów, nawinięcie cewek, po projekt obudowy i jej wykonanie.
/m./: Wspomniałeś też o nagrywaniu dźwięków. Czy fotografowanie przyrody to za mało?
/R.S./: Nagrywanie dźwięków rozpoczęło się dzięki fotografii, bo zdjęcia ukazują tylko część piękna przyrody. Bardzo często, wracając z wypraw fotograficznych, opowiadałem rodzinie o niesamowitych dźwiękach, które mi towarzyszyły. Na początku nagrywałem tak tylko, aby im to przybliżyć, potem doszedłem do wniosku, że ludzie są tak zabiegani, że nie mają czasu, by zatrzymać się i posłuchać np. lasu wiosną. A jeszcze inni idą do lasu ze słuchawkami na uszach, słuchając jakiejś głośnej muzyki. Dlatego pomyślałem, że osoby, które odwiedzają moją stronę internetową i oglądają zdjęcia, może chciałyby także doświadczyć tych dźwięków. Na wiele wypraw fotograficznych zabieram ze sobą sprzęt rejestrujący dźwięki i różne mikrofony. Może dziwnie to wygląda i nieraz ludzie patrzą na mnie jak na wariata, gdy wracam z mikrofonem parabolicznym, który wygląda jak wielka miska z rączka lub, gdy nad ranem, jakiś rolnik przechodzi obok mojego samochodu, który ma do relingów poprzyczepiane futrzane mikrofony [uśmiech].
/m./: Fotografujesz także nietypowe organizmy, o których przeciętny człowiek nie ma zielonego pojęcia. Cóż to za stworzenia?
/R.S./: Wiele czasu poświęciłem fotografowaniu śluzowców. Jako że jest to mało popularna grupa organizmów, to swoją wiedzę o nich zdobywałem z nielicznych podręczników, ale przede wszystkim od swojego wieloletniego znajomego, który jest naukowcem w Wigierskim Parku Narodowym. Jako wolontariusz pomagałem mu w badaniach nad tymi ciekawymi organizmami. Według mojej żony jestem bardzo uparty i dociekliwy, dlatego sam postanowiłem rozpoznawać śluzowce. Niestety, są tak małe, że doszukać się charakterystycznych cech danego gatunku można jedynie w badaniu mikroskopowym. I tu pojawił się niejako przymus zakupu mikroskopu i nauki posługiwania się nim, co z czasem przerodziło się w pasję. Po śluzowcach przyszedł czas na grzyby. Na ostatnie wakacje, które spędziłem z rodziną na Suwalszczyźnie, zamiast zabrać piłkę plażową, zabrałem ze sobą … mikroskop.
/m./: Jakie przyjemności czerpiesz z fotografowania? Co Ci to daje?
/R.S./: W pędzie codziennego dnia zapominamy, że przyroda może być odskocznią, a bytowanie z naturą i jej darami jest wielką przyjemnością rozładowującą codzienne stresy. Jest jednocześnie wyzwaniem dla samego siebie oraz daje możliwość sprawdzenia się, do jakich poświęceń jesteśmy zdolni. Siedzenie w szuwarach przy blasku księżyca wydaje się romantyczne i na tym owa sielanka się kończy. Często jest tak, że zimno nam doskwiera, a w butach woda, ale to wszystko jest nieistotne, gdy jest możliwość, by za pomocą aparatu uchwycić tę jedną niepowtarzalną chwilę. Pasja ta powoduje, że od środka staję się silny, mam poczucie pewnej wartości i tak kroczę przez trudy dnia codziennego. Dodatkowo daje to możliwość, że gdy jest źle, to można zamknąć oczy i powrócić do wybranego kadru, czerpiąc tę przyjemność jakby od nowa.
/m./: Co jest najbardziej ekscytujące w tych Twoich pasjach?
/R.S./: Najfajniejsze jest to, że mój syn zaraził się ode mnie niektórymi pasjami, zwłaszcza fotografowaniem, krótkofalarstwem oraz elektroniką i wiele tych zainteresowań rozwijamy razem, przez co mogę spędzać więcej czasu z Michałem. A żona załamuje ręce [uśmiech], ale dzielnie nas wspiera w rozwijaniu naszych zainteresowań i czeka, co jeszcze wymyślimy. Pomysłów mam wiele, ale potrzeba na ich realizację przede wszystkim dużo wolnego czasu.
/m./: Dziękujemy za przybliżenie nam tak odmiennych od przeciętnych zainteresowań oraz życzymy dalszego rozwoju i wytrwałości. Zdjęcia Radka możecie zobaczyć TUTAJ.
 
Autorka wywiadu – Renata misia Stadnik
Korekta – Ewa Roślik
Pierwsza publikacja - luty 2014
parent menu item not found: "130"